R5032-167 Studium biblijne: I była grzesznicą

Zmień język 

::R5032 : strona 167::

 I była grzesznicą

— ŁUK. 7:36-50 — 23 CZERWCA —

„Wierna jest ta mowa i wszelkiego przyjęcia godna, iż Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby grzeszników zbawił” – 1 Tym. 1:15

Ewangelia Chrystusowa jest poselstwem Boskiego miłosierdzia dla grzeszników. Wszystkie religie uznają grzech i zalecają pojednanie z Bogiem – przez miłosierne uczynki, dobrowolne umartwianie samego siebie lub przez przyszłe cierpienia. Żadne z pogańskich bóstw nie wydaje się mieć uczuć sympatii dla ludzkości; wszystkie one są zimne, okrutne i groźne. Ze wszystkich znanych nam ksiąg religijnych, jedna tylko – Biblia, mówi o Bogu pełnym litości i sympatii dla grzeszników i ich niedomagań. „Zaleca Bóg miłość Swoją ku nam, że gdyśmy jeszcze byli grzesznymi, Chrystus za nas umarł” – Rzym. 5:8.

Zauważ jak dosadnie Pismo Święte określa Boską litość: „Że [Bóg] wejrzał z wysokości świątnicy Swojej, z nieba na ziemię spojrzał; aby wysłuchał wzdychania”, „wzdychającego stworzenia”, czyli cierpiącej ludzkości, która znajduje się pod panowaniem grzechu i śmierci. Bóg nie tylko spojrzał na nas, nie tylko ulitował się nad nami, lecz uczynił coś więcej. Jego Prawica rozpoczęła we właściwym czasie dzieło wybawienia z niewoli grzechu i śmierci. Posłał On Swojego Syna, a tym sposobem przygotował okup za grzechy całego świata. Jego Syn został już uwielbiony i teraz tylko oczekuje na czas, w którym ustanowione ma być Jego królestwo.

W międzyczasie jeszcze większa łaska Boża została okazana w zaproszeniu „Maluczkiego Stadka” tj. tych, którzy przez wiarę w Jezusa Chrystusa mogliby być usprawiedliwieni, a przez poświęcenie się Bogu i oddanie się ich Najwyższemu Kapłanowi, który ich ofiarował, mogli stać się Nowymi Stworzeniami i współdziedzicami Jego królestwa. Miłość Boża i Jego miłosierdzie idą jeszcze dalej, jak nam to Pismo Święte przedstawia. Bóg nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz przeciwnie – chce, aby każdy miał sposobność nawrócenia się do Niego i przez to mógł żyć wiecznie. W tym właśnie celu zostanie ustanowione królestwo Chrystusowe, w wielkiej chwale i mocy. Ramię Boże nie jest ukrócone. W czasie właściwym sprawi ono wybawienie, którego biedne wzdychające stworzenie tak długo oczekuje. Ono przyjdzie, wraz z objawieniem Synów Bożych, wraz z mocą królestwa – Rzym. 8:19.

Ostatecznie Odkupiciel „z pracy duszy swej ujrzy owoc, którym nasycony będzie”. Plan Ojca Niebiańskiego dopełni się tak, że każde stworzenie na niebie i pod ziemią będzie mówiło: „Siedzącemu na stolicy i Barankowi: błogosławieństwo i cześć i chwała i siła na wieki wieków”. Ostatecznie Bóg przez królestwo Chrystusowe „otrze wszelką łzę z oczów wszystkich” i „pohańbienie ludu swego odejmie ze wszystkiej ziemi” (Obj. 21:4; Iz. 25:9). Prawdziwy Bóg, o którym uczy Pismo Święte przewyższa wszelkie pojęcie pogaństwa i nominalnego Chrześcijaństwa na tyle, że gdy chwalebne królestwo Chrystusowe zostanie w zupełności zaprowadzone, „objawi się chwała Pańska” tak, że ujrzy i podziwiać ją będzie wszelkie ciało – Iz. 40:5.

NIEWIASTA, KTÓRA BYŁA GRZESZNA

Nasz Odkupiciel był żywym obrazem miłości i miłosierdzia naszego Niebiańskiego Ojca. On sam oświadczył, że był przedstawicielem woli Ojcowskiej, a tym samym Jego miłości i sympatii. Sympatia naszego Pana ujawniła się nie tylko w przypadku tej niewiasty, o czym tutaj rozważamy, ale i przy wielu innych okolicznościach. Jego naśladowcy właściwie uczynią wyrabiając w sobie takiego samego ducha. Jezus nie sympatyzował z ludzkimi grzechami, lecz z samymi ludźmi. On wiedział lepiej aniżeli ktokolwiek inny, co było właściwą trudnością u większości grzeszników. „Oto w nieprawości poczęty jestem, a w grzechu poczęła mię matka moja”, oświadcza psalmista Pański. Jesteśmy grzesznikami poprzez dziedziczenie. Otrzymaliśmy po przodkach częściowo zdeprawowane mózgi, nasze umysły, natomiast nasza moralność nie ma odpowiedniej równowagi.

Św. Paweł mówiąc o najzacniejszych z ludzi powiedział, że żaden z nas nie może czynić tego, co by chciał, z czego wynika, że wszyscy są grzesznikami. „Nie masz sprawiedliwego ani jednego”. Zatem jedyna kwestia, jaka może zachodzić, to tylko co do stopnia grzeszności, a stopień ten bywa często mierzony miarą odziedziczonych słabości i otaczających pokus. Prawdziwie niegodziwymi i odpowiedzialnymi grzesznikami są tylko ci, którzy grzeszą dobrowolnie, rozmyślnie i świadomie, bez żadnej chęci ani woli sprzeciwienia się grzechowi. Nie naszą jednak rzeczą jest sądzić lub wskazywać, którzy takimi są, ponieważ nie możemy czytać serca drugiego człowieka, ani rozumieć stopnia pokus i odziedziczonych słabości kuszonego. Stąd też ostrzeżenie: „Nie sądźcie przed czasem”. We właściwym czasie święci będą sądzili świat, lecz nie teraz.

Obecnie musimy naśladować naszego Mistrza, który jest dla nas wzorem, a możemy to chętniej czynić, gdy zauważymy, że Jezus, pomimo że wiedział, co było w człowieku (a czego my nie wiemy) był jednak bardzo miłosiernym; co każe nam przypuszczać, że gdybyśmy byli doskonałymi, bylibyśmy o wiele więcej miłosiernymi względem grzeszników mimo, że z grzechem wcale byśmy nie sympatyzowali.

Czy ktokolwiek może przeczytać Nowy Testament i nie zauważyć, że Pan Jezus był w rzeczywistości „Przyjacielem grzeszników”, jak zarzucali Mu to Faryzeusze? I czy ten szczegół nie zaleca ludziom Pisma Świętego, więcej niż cokolwiek innego? Oprócz rozmyślnych grzeszników, których (o ile nam się wydaje) jest mało, wszyscy ludzie przeżywają chwile, w których grzech okazuje się im niekiedy w całej swej brzydocie i staje się dla nich wstrętny. W takich chwilach Ewangelia, czyli poselstwo Przyjaciela grzeszników, staje się przez tych ludzi bardzo pożądana. Wszyscy zdają się instynktownie odczuwać, że Jezus jest zawsze gotowy stać się przyjacielem i pomocnikiem dla tego, który chce się przez Niego zbliżyć do Ojca.

Jezus przyjął zaproszenie pewnego Faryzeusza na obiad. Obiad się rozpoczął. Według ówczesnego zwyczaju do obiadu zasiadano, a raczej kładziono się na niskich stołeczkach lub na odpowiednich poduszeczkach. Goście zwróceni byli głowami ku środkowi stołu, na którym stawiano pokarmy. Jedną ręką lub łokciem wspierali się na poduszeczce, drugą zaś posługiwali się przy jedzeniu. Zasłona przedzielała jadalnię od innych apartamentów.

Gdy obiad się już rozpoczął, weszła niewiasta, „która była w mieście grzeszna”, wszetecznica, lecz w tym czasie już nawrócona i wielce skruszona. W ręce swej trzymała flakonik z kosztownymi perfumami, którymi zamierzała pomazać nogi Zbawiciela, jak to w owym czasie czyniono niektórym dygnitarzom. Jej serce przepełnione było wzruszeniem, a z oczu płynęły łzy, gdy flakonik ten starała się otworzyć. Łzy te, jak krople deszczu spłynęły na nogi Jezusowe; może nie miała ona zamiaru płakać, lecz w swej pokorze prawdopodobnie przypuszczała, że łzami swymi splamiła nogi, które pragnęła uczcić. Rozpuściwszy prędko swe włosy użyła je jako ręcznika i nie zważając wcale na to, że dla niewiasty w owym czasie nie było rzeczą właściwą rozpuszczać włosy w miejscu publicznym; ona jednak otarła nimi nogi Jezusowe i polała je kosztownym olejkiem, prawdopodobnie, aby uczcić Tego, od którego słyszała tak „cudowne słowa żywota” – słowa o Boskim miłosierdziu i litości dla grzeszników, słowa nadziei dla niej samej.

DWAJ DŁUŻNICY I ICH MIŁOŚĆ

Gospodarz przy tej okazji obserwował uważnie Jezusa chcąc widzieć, jak On przyjmie ten objaw miłości, myśląc jednocześnie w swym sercu: „Być ten był prorokiem wiedziałby, która i jaka jest ta niewiasta, co się go dotyka, bo jest grzesznica”. Gdyby on był na miejscu Jezusa, odpędziłby ją od siebie i nie pozwoliłby się dotknąć. Jezus poznał jego myśli i odpowiedział mu w formie przypowieści: „Miał niektóry lichwiarz dwóch dłużników; jeden dłużny był pięćset groszy, a drugi pięćdziesiąt. A gdy oni nie mieli czym zapłacić, odpuścił obydwom. Powiedz tedy, który z nich będzie go bardziej miłować? Faryzeusz odrzekł: „Mniemam iż ten, któremu więcej odpuścił”. Jezus zgodził się z jego zdaniem.

Potem Jezus zastosował tę przypowieść do okoliczności, w jakich się znajdowali i wskazując na niewiastę przemówił do gospodarza tymi słowami: „Widzisz tę niewiastę? Wszedłem do domu twego, nie dałeś wody na nogi Moje; ale łzami polała nogi Moje i włosami głowy swej otarła”. Ty jesteś tu gospodarzem a jednak nie podałeś mi wody do umycia nóg, jak to jest zwyczajem czynić tym, których chce się uczcić. Nie pocałowałeś Mnie, jak to się czyni przyjaciołom; ale ta niewiasta całuje nogi Moje. „Nie pomazałeś oliwą głowy Mojej; ale ta maścią pomazała nogi Moje. Dlatego mówię tobie, odpuszczono jej wiele grzechów, gdyż wiele umiłowała; a komu mało odpuszczono mało miłuje”. A do niewiasty rzekł „Odpuszczone są tobie grzechy”.

Czy nie ilustruje to i tłumaczy w pewnym znaczeniu tego faktu, że większość składa się właśnie z tych, co miłują Pana i uznają swój grzeszny i upadły stan a przez to bardziej oceniają przebaczającą miłość Bożą ujawnioną w Jezusie? Czy nie jest tak samo prawdą i dziś, że ludzie z większą moralnością a więc ci, o których można by powiedzieć, że mniej im odpuszczono, mniej też mają miłości?

Tak jednak nie powinno być. Mniej zdegradowani powinni już z natury być bardziej zdolni do większej miłości i do lepszego ocenienia Boskiej dobroci i miłości, oraz powinni być bardziej chętni do złożenia wszystkiego na służbę Bożą.

Obecni przy tym wydarzeniu zaczęli pytać siebie nawzajem: „Któż jest ten, który i grzechy odpuszcza?” Jedyną zadawalającą odpowiedzią jest, że jest to Ten, który mieni się być Synem Bożym, Odkupicielem świata. Było to wtedy, gdy składał Swoją ofiarę według zawartego z Bogiem przymierza a na mocy tego przymierza i ofiary, On mógł tej niewieście powiedzieć, że jej grzechy są odpuszczone; ponieważ On sprawował Pojednanie, które miało być i za nią uczynione.

====================

— 15 maja 1912 r. —