R1027-5 Teologia skamielin

Zmień język 

::R1031 : strona 5::

TEOLOGIA SKAMIELIN

Kawałek węgla mający na powierzchni delikatny ślad kształtu paproci lub ryby jest ceniony przez geologów jako okaz roślinności lub fauny z bardzo odległego okresu dnia stworzenia. Takie skamieliny są cenne jako ogniwo łączące wymarłą przeszłość z żyjącą teraźniejszością, i nie nadają się do niczego innego jak do spalenia.

W świecie teologii znajdujemy wiele takich reliktów minionych wieków, skamieniałych w postaci liturgii, kred, wyznań wiary, itd., z których wiele pochodzi z okresu karbonu wiedzy religijnej, „ciemnych wieków”, z których, poza wartością jako zabytków reprezentujących mentalność i praktyki systemów religijnych swoich czasów, nie ma żadnego pożytku, chyba że jako paliwo.

„Bo cóż tak płonie żywo
Jak suche kredo, co niczego się nie uczy?”

Jest rzeczą znamienną, że w obecnym wieku postępu i rozwoju, ludzie wykształceni i inteligentni dopasowują swoje myślenie i nauki do tych teologicznych skamielin, które są tak pozbawione życia jak skamieniałości, które znajdujemy odpowiednio sklasyfikowane i opisane w muzeum.

W postępowym świetle nauk medycznych dzisiejszych czasów lekarz, który posługiwałby się starymi metodami stosowania lekarstw, oparzania, puszczania krwi i zamykałby swojego pacjenta w ciemnym, źle wentylowanym pokoju, zostałby nazwany nie tylko starym dziwakiem, lecz głupcem, gdyż uczelnie medyczne wciąż prowadzą eksperymenty i otwierają nowe tory wiedzy na temat przyczyn i sposobów leczenia chorób. W wielkim kontraście do tego, teologia sekciarska nie nauczyła się niczego, ani nie może się niczego nauczyć, dopóki umysły jej nauczycieli będą kształtowane przez skamieniałe dogmaty ich poprzedników. Ktoś, kto przyjmuje pozycję nauczyciela danej denominacji, nie jest wolnym człowiekiem. Jest zobowiązany przyjmować jako prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, zawiłości doktryn przekazanych mu przez „ojców” jego denominacji. To, co stulecia temu ludzie o umysłach prawdopodobnie zamglonych przesądami, ogłosili jako prawdę, jest prawdą, do której nic nie można dodać, i od której nic nie można odjąć. Bez względu na to, jakie światło mogły rzucić na natchnione Słowo zaawansowane badania, bez względu na to, co mogła odkryć nauka, bez względu na to, jakie nowe prawdy słudzy Boży mogli wywieść z tej skarbnicy, współczesny nauczyciel religijny musi zamknąć oczy na światło i powstrzymać swoje uszy od słyszenia obcych, nowych dźwięków i kłaniać się poddańczo naukom staroświeckich teologów, księży, prałatów i pastorów, jak gdyby ich głos był głosem Bożym. Nie ma bałwochwalstwa posiadającego bardziej uległych wyznawców niż ten kult zasobów i kamieni teologii skamielin, nie ma bardziej uciskającej tyranii niż tyrania kreda.

Jak można to wyjaśnić? Bardzo łatwo. Denominacje tworzą się wokół nauk jakiegoś człowieka lub grupy ludzi. Nauki te są przyjmowane jako kwintesencja prawdy, kaznodzieje są szkoleni i wyświęcani do ich nauczania, ustanawiane są uczelnie w celu ich utrwalania, a ich absolwenci, zanim dostaną upoważnienie do głoszenia, muszą uznać system nauczanych praktyk i doktryn oraz zgodzić się ich nauczać. Nie są oni wolnymi ludźmi. Nie mają odwagi zwrócić się ani w prawo, ani w lewo pod groźbą utraty swojego stanowiska i środków zarabiania na życie. Zamiast budować na fundamencie proroków i apostołów, gdzie Jezus Chrystus jest głównym kamieniem węgielnym, budują na ludzkim fundamencie, a przecież Bóg wystosował swoje napomnienie z wielkim naciskiem: „Próżno mnie czczą, nauczając przykazań ludzkich”.

Przyjrzyjcie się niedawnemu procesowi profesorów z Andover College jako ilustracji despotycznej władzy kreda. Nie chodziło o to, czy ci ludzie nauczali prawdy. Jedyną kwestią rozważaną przez sędziów było to, czy nauczali niezgodnie z wyznaniem wiary i przyjętymi tradycjami tej denominacji. A w dziesiątkach przypadków sług stawianych przed trybunałami kościelnymi, które można by zacytować, zawsze są oni sądzeni według tych samych przestarzałych praw i wymaga się od nich wypowiadania przebrzmiałych sekciarskich haseł.

Nic dziwnego, że wszędzie kościoły charakteryzuje duchowa martwota, nadgorliwi Uzzowie wyciągają ręce, by podtrzymywać arkę Pańską, natomiast inkwizycyjni duchowni zagaszają światło prawdy, gdy tylko ukazują się jej pierwsze nikłe promienie, a następnie zmuszają tych, którzy łakną i pragną sprawiedliwości i prawdy do przyjmowania martwych form i kred, lub w przeciwnym razie do szukania zaspokojenia swoich pragnień gdzie indziej. Dzięki niech będą Bogu, że Jego prawda nie została oddana w takie ręce, lecz jest dostępna za darmo jako woda życia dla wszystkich, którzy udadzą się do źródła i piją. Boska prawda nie znajduje się w martwych formach i wymyślonych dogmatach, lecz jest wolnością i życiem w Chrystusie Jezusie. – Słowa Prawdy.

–Words of Truth.

====================

— Kwiecień 1888 r. —